sobota, 6 grudnia 2014

Od Luke'a ''Szczęśliwe życie i nagle...KLOPS cz 1'' (cd.Spirit)

Poszedłem na polowanie. Z daleka ujrzałem królika. Szybko za nim pobiegłem, prawie nie patrząc na drogę. Byłem nieco starszy, ale kości jeszcze miałem wytrzymałe i mocne. Dogoniłem królika i wgryzłem się w jego kark. Usłyszałem znajomy głos.
- Luke! Nie bądź głupcem - całe życie przemknęło mi przed oczyma.
Przypomniałem sobie o rodzinie...Ale przecież jej nie znałem! Widziałem siebie od szczeniaka do teraźniejszej postaci.
- Ja głupcem?! - zawarczałem oglądając się w różne strony.
- Tak...Ty - powiedział mrożący krew w żyłach głos.
Przerażony wyczarowałem miecz ''cienia'' i miotałem nim przed sobą. Tajemnicza osoba mogła być niewidzialna i w każdej chwili mnie zaatakować. Zza drzewa wyjrzała zakapturzona postać. Wilk, po sylwetce wadera o długiej czarnej sierści i zielonych jak park jesienią oczach.Jej kosmyki padały tajemniczo na twarz zasłaniając pysk.
- Jestem twoją siostrą, nie znasz mnie?! -- warknęła.
- Nie - powiedziałem bez zarzutów.
- To dlatego że ojciec, taki sam głupiec jak ty rzucił na ciebie zaklęcie! Byś ''był bezpieczny''. W nosie mam ciebie i twoją moc , zmienię twoje życie w  proch gdy tylko słońce zniknie z horyzontu - i zniknęła pod postacią pyłu.
- Kolejne dzieci, które nauczyły się czegoś na zaklęciach u Night'a - westchnąłem, wziąłem królika i popędziłem o jaskini.
Spirit, Tamorayn, Firnen i Zan się ładnie bawili.
- Po co ten królik? - wyjrzała za progu Spirit.
Z wrażenia opuściłem ssaka.
- Miałeś przynieść sarnę... - była trochę wkurzona.
- Ja...Masz rację...Nie wiem czemu zacząłem gonić zająca...Jakby ktoś chciał mnie tam zwabić - szepnąłem pod nosem.
- Trudno, idź kolejny raz - zniknęła dalej w jaskini.
Szczenięta nie przestawały się bawić.
Kolejny raz polowałem. Gdy miałem złapać sarnę, pojawiła się ta moja ''siostra''. Wyszczerzyła się szyderczo.
- Co jest? - przewróciłem oczyma.
- Gdy słońce zejdzie z nieba tego stanie się z twoją rodziną coś upiornego - zaśmiała się szyderczo.
- Ale...- przerwała.
- NIE MA ALE! Nie znasz starej dobrej Yuko!? Tej która została odrzucona u boku!? Nikt mnie teraz nie pamięta, ale to już nie ma znaczenia - warknęła i zniknęła.
To nie były żarty. Biegłem do jaskini. Gdy tam wszedłem w moich oczach po raz pierwszy od tylu lat pojawiły się łzy. Nikogo tam nie było. W okół była krew, wszystko było stłuczone, poszarpane i rozwalone. Na podłodze leżało nasze rodzinne zdjęcie.
- Spirit...- załkałem.
Jęknąłem gorzko i rzuciłem się na ziemię. Ktoś nade mną stanął i pogładził mnie po głowie. Podniosłem łeb i spojrzałem jak najwyżej. Zobaczyłem szyderczy uśmiech i straciłem przytomność. Pojawiłem się w jakimś miejscu. Panowała ciemność...Panowała jak nigdzie indziej. Biegłem przed siebie krzycząc, by zobaczyć skąd wydobywa się echo. Wbiegłem do jakieś strasznej jaskini. Na końcu wąskiego korytarza było rozszerzenie i czarna jaskinia zrobiła się nie do poznania. Przede mną zobaczyłem upiorne miasto. Wyżłobienia w skałach służyły jako domy, w okół latały cienie i demony.
- Spirit...Muszę cię znaleźć...

<Spirit?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz