Wszystko powalone. Alpha mnie nie lubi, wogóle wszystko jest porąbane. Ale może coś jeszcze da się naprawić? Pobiegłem do jaskini Aryi.
-Ary..........-przerwałem. A tam moje poprzednie ciało. ŻYWE. jeszcze dowalało się do Aryi.
-TY POJE**** idioto!-wyrzuciłem go na ziemie.
-Kim jesteś?!-krzyknęła Arya.
-TWOIM MĘŻEM!-odpowiedziałem donośnym tonem i wyjąłem gwieździste ostrze.
-No dawaj Kronos! już mi nic nie zrobisz!-zaciągnąłem go do walki.
-Zostaw moją żone!-rzucił się na mnie z mieczem. Szczerbót, Sprężynka. Wszystko to wykonywałem perfekcje. Strzyk mieczy i płacz Aryi. Tylko go zabić! Nagle przewrócił mnie na ziemie i gdy chciał mi wbić ostrze zrobiłem unik i JA mu wbiłem ostrze w samo serce. Syknął z bólu. A dalej....................... przebił mnie miecz na wylot przez serce.
-Arya coś ty zrobiła?-zapytałem mocno krwawiąc.
Puściła miecz. Zobaczyłem że Kronos we swojej prawdziwej postaci leżał martwy. Wstałem z mieczem w sercu i poleciałem do Octaviusa. Może się z nim pokłóciłem ale on tylko mógł mnie uzdrowić. Rozbiłem się o jego jaskinie. Upadłem ze złamaną ręką i mieczem w ciele. Doczągałem się do niego. Tylko co mu powiedzieć.
-Ej...... uzdrowisz......... mnie?-zemdlałem z wypływu krwi.
<Octavius?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz