czwartek, 18 grudnia 2014

Od Morgana ''Odejście''

Powietrze było jak zawsze czyste i pełne rześkiego ''połysku''. Pierwszy śnieg obrazuje wielką zmianę. Wyruszyłem w góry zachodnie, tam gdzie zaczyna się kraina pełna gór i fioletowych mgieł. Magiczny świat, w którym przetrwają tylko najlepsi i najwytrwalsi. Na ich samym końcu leży dżungla. Żywiołowa i tak bujna, że nie ma gdzie łapy postawić. Czas za pierwszym brzaskiem. 180 stopni na północ i 60 stopni na zachód. Tak wędrowałem i wreszcie natrafiłem na dżunglę. Pewnej nocy zaatakowali mnie rabusie, wilki piraci.Zabrali mnie na swój statek i wzięli...Jako niewolnika, zamiatacza podłóg na ich stateczku. Wielkie mi rzeczy! Kapitana wyrzucił inny pirat za burtę, i kierowałem statkiem. Z tafli wody wynurzył się olbrzymi potwór i przepołowił płetwą statek na pół. Dalej nie pamiętam co się stało, ale wyrzuciło mnie na jakąś wyspę. Chodziły na plaży wielkie warany z wielkimi jęzorami. To warany z Komodo. Byłem na Galapagos. Już nie byłem wstanie wrócić na stronę watahy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz