- To jak już, to mogę z tobą iść na tę dyskotekę?Hę? - zapytałem się Lizzie.
- NIE. ŚCIĄĆ MU GŁOWĘ - zadzwonił dzwonek i wyszła z sali.
Westchnąłem.
- Co? Nie idzie braciszku? - podszedł do mnie Solaris.
- A żebyś wiedział - chrząknąłem.
Kolejna lekcja to...Krukoni z Ślizgonami.(Treacstones i Slysenyss). Na przerwie (obiadowej) usiadłem naprzeciwko Lizzie. Spożywała powoli spaghetti. Rysowałem na kartce. Po chwili, odłożyłem ołówek.
- Narysowałem twój autoportret - pokazałem kartkę.
Lizzie skrzywiła się. Spojrzałem na obrazek. Rysowałem OKROPNIE a obrazek z wprawdzie wyglądał tak : Lizzie - gruba dama upychająca się makaronem z sosem.
Jej mina już robiła swoje. Odszedłem do Kaigy'ego.
***
Po lekcji pod szkołą czekał mój feniks. Lizzie wychodziła ze szkoły, jak najciszej bym jej nie zauważył.
- Chodź!- machnąłem łapą.
- Że...co?! - oburzyła się.
Mój feniks za pomocą mocy powiększył się do wielkości średniego smoka. Feniks przytrzymał Lizzie mocą i usadowił na swoim grzbiecie.
- Niech ta kreatura mnie puści! - krzyknęła.
Wsiadłem na feniksa i lecieliśmy przez chmury. Lizzie chyba się spodobało i chwyciła mnie w pasie, by nie spadła. Podrzuciłem ją pod dom.
- Wiesz...Mogę jednak z tobą pójść - zarumieniła się.
- Dobrze, cieszę się - i zniknąłem.
<Lizzie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz