Byłam przewrażliwiona na tej lekcji. Te bezmózgie ''szczeniątka'' niemalże się nie zabiły po podbiegnięcie do tablicy. Siedziałam w ławce w tyłu. Ach...Ci Puchoni są nie dość że płaczliwi, ale jeszcze jacy namolni! Oczywiście znam osobę, która taka nie jest. Alfa Diana. Często z nią rozmawiam, ale nie wzbudzam jej zainteresowania jeśli chodzi o przyjaciółeczkę. Do mnie nagle się ktoś dosiadł. Ach, tak...Za rozmawianie...Artemis. Usiadł ze mną w ławce gryząc długopis. Ach..Tak...Mama pyta do odpowiedzi. Ja z wesołą miną wyprostowałam nogi i zrobiłam błogi uśmiech. Na pewno mama mnie nie wybierze. Aż tu nagle :
- Lizzie Hearts!
- O bosz...Nic z tego nie będzie - wyszeptałam.
Miałam przy tablicy rozwiązać wszystkie przykłady z numerologii. Co to za lekcja!? Mam pojąć te setki liczb, które prawie nic się od siebie nie różnią!? Żałosne. Coś tam wybazgrałam.
- Czwórka Lizzie - powiedziała mama pisząc coś w dzienniku.
- Uwaga, wszyscy. Po jutrze będzie dyskoteka szkolna, na sali baletowej - na te słowa Deushess wystawiła wysoko pierś.
Usiadłam do ławki i zaczęłam bazgrać w zeszycie.
Nagle ktoś do mnie podszedł.
<chętne szczenię?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz