-Ja też nie miałem zamiaru go zabijać-oświadczyłem ironicznie.
-Ta.... Na pewno-odparł tamten basior. Jego głos ociekał sarkazmem.-Skoro nie miałeś zamiaru go zabić to co niby chciałeś z nim zrobić?
-No.... Nie zabić. Właściwie to nie twoja sprawa-powiedziałem groźnie.
-Mhm.... Już ci wierzę-rzucił tamten.
-To nie twoja sprawa. W ogóle to jestem Tamoryan. Dla przyjaciół Tam.
-Ja jestem Sonatan....Po co był ci ten królik?-powtórzył.
-On widział moją siostrę. Moja młodsza siostra Firnen,uciekła z domu do swojego konia. Konia z rodu ognia. Zadowolony?-zapytałem.
-Hm.... Może być. A jak wygląda twoja siostra?
-No.... Czerwona,czarne skrzydła. Pewnie siedzi na pomarańczowoczerwony koniu,któremu płonie grzywa i ogon.
-Aham...-rzekł Sonatan.
-Królik ucieka!-wrzasnąłem.
Rzuciliśmy się za królikiem. Kiedy byłem już na wyciągnięci łapy,Sonatan wyskoczył i uderzyliśmy się głowami. Królik zniknął w norze.
-Au!-jękneliśmy zgodnie.
-Czy to co ci powiedziałem nic nie zmienia? Dalej chcesz tego królika? A po co ci on w ogóle co?-pytałem.
-Nie twoja sprawa-odrzekł basior.
-Super! Ja ci powiedziałem,a ty mi nie możesz!-krzyknąłem.
Odwróciłem się do niego tyłem. Odbiegłem w stronę wzgórz. Stojąc na najwyższym pagórku wrzasnąłem:
-FIRNEN!
Usłyszałem za sobą kroki. Myślałem,że to moja siostra ale.... Cóż,kroki były zbyt ciężkie.
-Czego chcesz?-warknąłem na Sonatana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz